Home

Przemyślenia na temat „testu przedsiębiorcy”

Gorący temat ostatnich dni to planowany „test przedsiębiorcy”, czyli plan rządu na ściągnięcie ponad miliarda złotych od samozatrudnionych.

Najpierw samozatrudnienie było zwalczane, bo to niby wyzysk pracodawców, którzy nie chcą płacić składek. Statystyki jednak są bezlitosne – tylko 1/10 osób na działalności usłyszała taki warunek od pracodawcy, a zdecydowana większość robi to z własnej woli.

Skoro ludzie przechodzą na jednoosobową działalność z własnej woli, to znaczy że im się to opłaca… No i właśnie – zyski są konkretne. Po pierwsze, rozliczając podatki jako przedsiębiorca możemy skorzystać z podatku liniowego, który zawsze wynosi 19% przychodu pod odliczeniu kosztów, bez górnego limitu. Opcjonalnie przedsiębiorca może rozliczać się podobnie jak etatowcy – 18% do ~85 000 rocznie, później 32% od nadwyżki.

Dla osób z IT, a także lekarzy i paru grup specjalistów, zarobki roczne wynoszą spokojnie 2-3 razy tyle niż ten limit, więc wybór podatku liniowego jest oczywisty.

Kolejnym powodem, rzadziej wspominanym jest ZUS. Mimo, że przedsiębiorcy uwielbiają narzekać na stawki składek, to są one i tak relatywnie niskie – w 2019, nie będąc w preferencyjnym okresie to nieco ponad 1200zł. Dużo, a jednak wciąż dużo mniej niż na etacie. Odpowiednik „15k na fakturze” przy umowie o pracę to 2 550zł składek miesięcznie.

Oczywiście składki po coś są – w przypadku choroby ZUS wypłaci nam pensję (ale od 34 dnia – wcześniej zapłaci pracodawca!) no i mamy wysoką podstawę emerytury.

Jednak, jak pisał Michał Szafrański – liczenie na państwowe emerytury to jak gra, gdzie nie znasz zasad, a w każdym momencie mogą się one zmienić bez twojego wpływu (cytat niedosłowny).

Bycie przedsiębiorcą stanowi więc podniesione ryzyko. Zarabiamy więcej, bo oddajemy mniej, ale ponosimy większe straty, nikt nam nie zapłaci gdy się rozchorujemy, a o emeryturę musimy zatroszczyć się sami.

W IT masa ludzi rozlicza się na B2B – podzieliłbym ich na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy po prostu mogą więcej zarabiać więc to robią i nie myślą o konsekwencjach. Druga – tacy którzy świadomie liczą, inwestują, kalkulują, a zaoszczędzone pieniądze poświęcają na zabezpieczanie swojej przyszłości. Oczywiście są też „prawdziwi” przedsiębiorcy, którzy pracują dla wielu klientów (konsultanci, szkoleniowcy, freelancerzy), ale oni nie powinni się martwić.

Jedni i drudzy mogą wkrótce pożegnać się ze swoją pozycją, gdyż ministerstwo zwęszyło gruby pieniądz, który można zabrać grupie ludzi, którzy i tak na ten rząd raczej nie zagłosują 🙂 Słynny test przedsiębiorcy ma ocenić (jeszcze nie wiadomo jak – na kwiecień 2019) czy samozatrudnieni faktycznie są przedsiębiorcami.

Typowa firma IT – pracownicy zatrudnieni na kontraktach B2B, a w nich: zakazy konkurencji, normowany czas pracy w biurze, wykonywanie poleceń przełożonego, płatne urlopy czy firmowy sprzęt. Nie trzeba geniusza by wykazać stosunek pracy, nawet jeśli w umowie jest zapis (autentyk – z mojej) – „niniejsza umowa nie jest umową o pracę”.

Czy taki test jest słuszny? Od strony etyczno-moralnej, uważam że tak.

Nieważne w jakiej grupie zawodowej jestem, proceder kontraktorów jest obchodzeniem prawa i prostą optymalizacją podatkową – nie mam problemu by to przyznać.

Jak to może wyglądać?

Plotki mówią, że skarbówka będzie weryfikować ilość klientów lub ograniczać maksymalny przychód z jednego źródła (np maksymalnie 70% kwot na fakturach może pochodzić z jednej firmy). Detali nie znamy, bo wszystko to jeszcze plotki.

Ciekawym konceptem by też było opodatkowanie progowe (32%) dochodów od jednego przedsiębiorcy. Jeżeli zarobilibyśmy 200 000zł, a 100 000zł od jednej firmy, to 15 000zł byłoby opodatkowane jak na etacie, 32%. To jednak tylko jedna z koncepcji, która przyszła mi na myśl.

Jakie będą konsekwencje?

Polak potrafi jak to mawiają. Ci, którzy byli na B2B z wygody i nie chce im się kombinować, zapewne wrócą na UoP wraz z 50% KUP. Niektórzy to mimo wszystko urodzeni etatowcy.

Co w przypadku bardziej zagorzałych „przedsiębiorców”? Nieważne jakie „zasady” przedstawi skarbówka, zawsze będą jakieś dziury. Firmy zatrudniające pracowników zaczną dzielić się na pomniejsze podmioty, by wystawiać faktury jako inni klienci. Programiści sami między sobą zaczną wystawiać faktury albo przesuwać rozliczenia pomiędzy różnymi okresami by zgadzały się proporcje. Wydaje mi się, że nie da się zrobić ograniczeń, które zablokują ten proceder, równocześnie bez bezwzględnego zaorania wszystkich prawdziwych przedsiębiorców. Ponadto, pracy freelancerskiej w branży jest dużo, więc myślę że ci o odpowiednio dużych zarobkach szybko zaczną oferować dodatkowe usługi np. szkoleniowe.

Skąd się biorą te kombinacje?

Moim zdaniem wszystko sprowadza się do mocno opresyjnego prawa – i nie mówię tu nawet o wysokości podatków czy składek, ale o paru innych czynnikach.

Było takie powiedzenie, że „socjalizm ciężko walczy z problemami, które sam stworzył” – przykładem jest zakaz handlu w niedziele, a potem marnowanie kupy kasy na ściganie sklepów, które próbują ten zakaz obejść.

W przypadku pracy etatowej, przede wszystkim problem jest z podatkiem progresywnym. Zamiast pomagać ludziom ubogim, poprzez obniżenie podatków – wejść na wyższe szczeble zarobkowe, to próbuje się ukarać ludzi, którym udało się zarabiać więcej. To naprawdę frustruje, gdy po wielu latach ciężkiej pracy, nauki i wyrzeczeń zabiera ci się dużo więcej niż innym, by dać tym którzy woleli grać na Playstation czy imprezować. Fakt podniesienia dwukrotnie podatku dla ludzi zarabiających więcej niż 7000zł miesięcznie jest wręcz zbrodnią. Czasami spotykam się z kuriozalną tezą „że bogaci przecież muszą zarabiać więcej od biednych„. Tylko że 18% z 7000zł to wciąż dwa razy więcej niż 18% z 3500zł. Jeżeli podatku progresywnego by nie było, to przecież nikt by nie kombinował!

Ludzie, którzy naprawdę dużo zarabiają, po pierwsze nie są etatowcami, po drugie – rozliczają się w rajach podatkowych. Ten podatek i tak ich nie złapie, więc jedynie próbuje zdusić klasę średnią – zamiast podnosić biednych w górę.

Dodajmy do tego sztuczne pompowanie wysokości wynagrodzeń i galopującą inflację. Kwoty wolne od podatku są żenująco niskie, a przy obecnym trendzie za parę lat każdy będzie w drugim progu podatkowym! Bo wraz ze wzrostem minimalnych wynagrodzeń, rosną też średnie. A wraz z nimi – powinien wzrosnąć owy próg 85 000zł…

Oczywiście to co piszę nie jest wygodne politycznie – ludzie zarabiający dobre pieniądze nie będą elektoratem socjalistycznej partii, a elektorat opiekuńczego państwa będzie zacierać ręce na myśl o tym ile zabiorą sąsiadowi i ile dostanę na dziecko, krowę i świnię.

Podsumowując – uważam że system jest zepsuty, ale test przedsiębiorcy ma sens i uzasadnienie. Wątpię, by przyniósł tyle dochodów ile szacują urzędy, bo wirtualne firmy w Czechach i Estonii zacierają ręce by przyjmować programistów z Polski, którzy mają dość oddawania każdego miesiąca więcej podatków, niż wiele ludzi przez cały rok… Ale prawo to prawo, a ściągalność podatków powinna być konsekwentna. Fajnie by jednak było je zliberalizować, by ludzie przestali optymalizować bo chcą, a nie bo muszą.

Na sam koniec – mam nadzieje że nikt nie wpadnie na pomysł zastosowania ustawy wstecz. Lex retro non agit jest podstawą działania cywilizowanego, demokratycznego państwa, a szczerze mówiąc w ogóle bym się nie zdziwił gdyby ludzie musieli oddawać setki tysięcy złotych za wiele lat wstecz…

Proste opisanie dlaczego podatek progresywny jest szkodliwy